Chorwacja i jej „zabytkowe trójmiasto”.

Zawsze chciałem pojechać do Chorwacji. Po uzbieraniu odpowiedniego funduszu (koszty autokaru, wejściówek do muzeów, pożywienia i zakwaterowania) byłem wreszcie na to gotowy. Jako że na co dzień pracuję w dość nudnym biurowcu (wykonuje pozycjonowanie i optymalizacje stron internetowych) wyjazd za granicę był dla mnie nie lada atrakcją.Pierw dostałem się do pierwszego miasta z trzech, które zamierzałem zwiedzić – Pulę. Jest ono najbardziej wysunięte na północ w stosunku do pozostałych miast uwzględnionych w mojej trasie po Chorwacji. Co wartego opisania zwiedziłem w Puli? Zacznę od rzymskiego amfiteatru. Sposób jego konstrukcji wprost onieśmiela. W jaki sposób starożytnym udało się zaprojektować budynek mogący pomieścić 23 tysiące widzów? W średniowieczu takie rzeczy były niewykonalne. A propo ciemnych wieków. W Puli zwiedziłem Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz XV – wieczny zamek. Niestety obowiązywał zakaz fotografowania, co ciężko zrozumieć.Następnego dnia udałem się do miasta Split znajdującego się nad brzegiem morza w południowej części Chorwacji. Nie przebywałem w nim zbyt długo. Miasto nie przypadło mi do gusty, zapewne z powodu dużego tłoku na ulicach. Turysta za turystą nie przepada. Miło było jednak rzucić okiem na pozostałości po rzymskiej cywilizacji – akwedukty. Ten turystyczny okaz zachował się w średnim stanie (widoczne były oznaki rozpadu budowli).W przedostatnim dniu podróży zwiedziłem ostatnie miasto z mojego „trójmiasta” – Dubrownik. Jest ono najbardziej na południu ze wszystkich trzech. Na zwiedzanie miałem tylko jeden dzień, bo następnego dnia autokar miał już czekać obok pałacu Sponza. Chyba to miasto najpozytywniej mnie zaskoczyło. Renesansowy kościółek św. Zbawiciela, wykonany w XVI wieku, bardzo przypadł mi do gustu. Ten jego dawny wystrój… Żałuję, że w tym miejscu też nie można było zrobić fotografii. Ale moje cierpienie było niczym w porównaniu do grupy turystów z Japonii.

Egipt wciąż na fali

Pomimo ostatnich zamieszek w Egipcie, kraj ten jest wciąż atrakcyjny pod względem turystycznym. Ale nie tylko. Niektórzy bowiem jadą tam dla zwiedzenia zabytków – sfinksów, piramid i innych dzieł starożytnych, jednakże ja wybrałem się tam przede wszystkim w celu przeżycia kulinarnej przygody.Wynająłem apartament za pośrednictwem biura podróży, jednakże bez nadmiernego zwiedzania. Tylko pierwszego dnia udałem się wraz z grupą do świątyni Hatszepsut. Całkiem interesujące miejsce, jednak dobre wrażenie psuje skomercjalizowana rzeczywistość – to tu można kupić gadżet, to tak kamienny portret. Nie czuć już tego dawnego, starożytnego klimatu. Jedyne, co się w Egipcie nie zmieniło, i co bardzo mi się podoba, to jedzenie. Dla wegetarianów (też się do nich zaliczam) to istny raj. Egipcjanie, jako że wyznają w większości islam, nie serwują w barach wieprzowiny. Nic a nic. Najbardziej zasmakowała mi bisara. Jest to połączenie ziemniaków, śmietany, masła, mleka, fasoli oraz smażonej cebuli. Wszystko pod okiem eksperta, po dobraniu odpowiednich proporcji (niestety nie pamiętam jaki był stosunek składników względem siebie), przybierało postać bardzo smakowitego posiłku.Nie samym jedzeniem jednak człowiek żyje. Ktoś mógłby jeszcze pomyśleć czytając moją krótką recenzję, że jestem jakimś tam głodomorem. Na wyższe doznania (kulturowe) też miałem czas.Oprócz Hatszepsut zwiedziłem (obowiązek dla turysty) miasto Gizę, do którego pojechałem z grupą autokarem. Miasto jak miasto – nic specjalnego, jednak to stwierdzenie nie może być prawdziwe ze względu na Wielkiego Sfinksa i piramidy, w tym np. Chefrena i Cheopsa. Postanowiłem wejść do największej piramidy świata. Przed wejściem musiałem oczywiście kupić bilet (ta komercja…). Przewodnik kazał trzymać się razem i rozpoczął pokaz korytarzy. Potem przystąpił do dość nudnej części – zorganizował wywód, w którym (z fascynacją) opowiadał o matematyce, która stoi za tą konstrukcją.Mimo wszystko jestem zadowolony w wyjazdu, tym bardziej, ze wielu przepowiadało koniec turystyki w Egipcie pod wpływem rewolucji. Oczywiście mylili się.

Niezapomniany pobyt w Czarnogórze

Mało który Polak zdaje sobie sprawę, gdzie znajduję się Czarnogóra. Jest to małe państwo znajdujące się na wybrzeżu Morza Adriatyckiego. W Internecie dość ciężko znaleźć satysfakcjonujące informacje opisujące turystyczne przeżycia w tym stosunkowo nieznanym kraju. Ostatnio jeden z moich znajomych wybierał się na fotograficzną podróż. Przed jego wyjazdem spytałem się, dokąd zmierza. Usłyszawszy słowo „Czarnogóra” coś we mnie drgnęło – postanowiłem z nim pojechać.Na samym początku nie zdawałem sobie sprawy, jaka jest tam sytuacja polityczna, ekonomiczna, społeczna. Znajomy mnie uspokajał – nic złego nie może się nam stać.Postanowiliśmy dojechać do kraju autokarem, gdyż w ten sposób było oszczędniej i bezpieczniej (znajomy obawiał się lecieć samolotem z powodu chmury dymu, która przecież wedle  informacji z biura podroży nie wisiała  atmosferze).Przyznam, że obawiałem się trochę bariery językowej. W moim repertuarze znajduje się tylko jeżyk angielki oraz ledwie oklepany niemiecki. Nie wszędzie dogadam się posługując się tylko nimi, szczególnie w Czarnogórze.
Gdy dojechaliśmy, od razu dostrzegliśmy fenomenalne, zapierające dech w piersiach krajobrazy naturalne. „Więc to tak wygląda klimat śródziemnomorski” – pomyślałem. Na znajomym (wydawało się) nie robiło to większego wrażenia. Po prostu fotografował. Gdy przyjechaliśmy (był to koniec kwietnia) temperatura była już wyższa nić u nas w Polsce. Fala turystów do kraju jeszcze nie dotarła (sezon jest między czerwcem a sierpniem – w środku lata).Jako że wycieczka była tylko kilkudniowa, poruszaliśmy się po kraju swobodnie. Znajomy wynajął samochód (po wcześniejszej rozmowie z mieszkańcem po serbsku, a to poliglota) i ruszyliśmy w trasę w celu zbliżenia się bardziej do wybrzeża.Miejscowi nazywają to kąpielami słonecznymi. Połączone z przebywaniem przy brzegu morza daję dużo poczucia przyjemności. Warto było przejechać pół Europy!Koszty nie były stosunkowe wysokie – nie licząc transportu, za pobyt zapłaciliśmy niewygórowaną cenę porównywalną z wakacjami na Egipcie (kilkudniowymi).

Edynburg

Mało sie mówi o Edynburgu, zbyt mało jak na miasto z tak wielkimi tradycjami, piekną historią  i magicznymi pejzażami.  Edynburg posiada przepiękna twierdzę – zamek Edinburgh na stoku wygasłego juz wulkanu. Znajduje się tu miejsce, zwane Stone of Destiny, w którym przez ponad 500 lat koronowano królów Szkocji.  We współczesnej części miasta New Town panie mogą przejść się słynną ulica Princess Street  przy, której znajdą eleganckie butiki i luksusowe sklepy. Panowie w tym czasie mogą ugasić pragnienie i  skosztować wyśmienitego piwa warzonego w samym Edynburgu w browarze Caledonian Brewery. Podczas festiwali i świąt narodowych  zawsze można spotkać kobziarza odzianego w tradycyjny kilt. Jeśli mowa już o symbolach Szkocji, to nie można zapomnieć sprezentować  sobie lub znajomym Scottish whiskey.  Podróż do edynburga może trwać zaledwie 25 minut, jełsi tylko wybierze sie droge powietrzna. Tanie bilety lotnicze zachecają do kupna dając możliwośc zobaczenia cudownego zakątka swiata, jakim jest zielony i dziki Edynburg.

Paryż – stolica zakochanych

Oczywiście Paryż,  to niezwykłe miejsce. Paryż, podobnie jak Mediolan jest symbolem szyku, luksusowych produktów, najelegantszych sklepów. Nie bezpowodu powstało określenie ” Francja – elegancja” oraz „ubrana jak z żurnala”. Do historii przeszły już takie nazwiska jak Pierre Cardin, Coco Chanel, Christian Dior,  Jean- Paul Gaultier, Paco Rabanne, Nina Ricci,  Yves Saint-Laurent, Emanuel Ungaro i jeszcze wielu innych. Aby przekonać się o rozmaitości mody najlepiej przespacerować się najbardziej znaną i prestiżową ulicą paryską Rue de Rivoli z najbardziej ekskluzywnymi sklepami. Odchodząc od mody cudowne wrażenie zrobiła na mnie Alej Pól Elizejskich ( po francusku Avenue des Champs-Élysées ), ktora łączy Plac Zgody z Łukiem Triumfalnym, a dalej przechodzi w dzielnicę biznesową. Pola Elizejskie z licznymi teatrami, kafejkami, restauracjami i kinami  są miejscem często odwiedzanym przez turystów. dalej »

Captains Commodore

Hotel, gwarantujący za niewielkie pieniądze wielką satysfakcję. Polecam szczególnie tym, którzy uwielbiają piękne widoki, gdyż z okien części Captain’s rozciąga się absolutnie niesamowita panorama miejscowości i całego wybrzeża. Jest o tyle świetnie zlokalizowany, że do plaży ma niedaleko, bo jakieś 450 metrów, i do stolicy wyspy Zante Town jakieś 5 km. Z lotniska jedzie się więc w tempie błyskawicznym.

Jest to miejsce lubiane przez wszystkich. Rodziny z dziećmi, pary, grupki młodych osób szukających rozrywki oraz osoby starsze. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Do dyspozycji 3 baseny, kilka barów w ramach all inclusive oraz restauracja główna, serwująca świetną kuchnię. Rzadko spotyka się, aby w hotelach 3* w Grecji serwowano tak smaczne jedzenie. Może nie szczególnie urozmaicone, ale naprawdę pyszne. Hotel organizuje też codziennie wieczorem jakiś wieczór tematyczny, na którym można się wytańczyć i wybawić do woli. Jeśli komuś nie odpowiadają takie rozrywki, 200 metrów poniżej hotelu zaczynają się greckie tawerny, puby oraz dyskoteki. Nie ma ich bardzo dużo, ale jak na tak małą miejscowość uważam, ze wystarczająco. Jeśli jednak ktos szuka na urlopie przede wszystkim szerokiej, piaszczystej plaży, to tu jej na pewno nie znajdzie. Owszem, jest piaszczysta, ale na pewno nie szeroka, a gdy przychodzą przypływy, cała jest przez nie „porywana”. Najbliższa piękna plaża, której przypływy są niestraszne, znajduje się 5 km od miejscowości, i dowozi do niej bezpłatny bus miejski, odchodzący codziennie o ustalonych godzinach. Dla mnie, wakacje spędzone w tym hotelu, były zdecydowanie najlepszymi. Wszystkim gorąco polecam.

Mareblue Cosmopolitan

Mój tygodniowy pobyt na Rodos wspominam bardzo ciepło między innymi dzięki zakwaterowaniu w hotelu Mareblue Cosmopolitan. Hotel położony jest tuż u wybrzeża morza egejskiego od plaży dzieli go jedynie dosyć ruchliwa szosa. Jednym z jego największych plusów jest jego atrakcyjne położenie. Zlokalizowany jest w miejscowości Ixia zaledwie 3 kilometry od historycznej, zabytkowej stolicy wyspy – miasta Rodos. Jednocześnie okolica hotelu jest cicha i spokojna, pomijając wspomnianą trasę szybkiego ruchu, zatem mamy możliwość wypoczywania w spokojnym miejscu, a w razie potrzeby możemy, a wręcz powinniśmy, udać się na romantyczny spacer wzdłuż wybrzeża do samego miasta Rodos. Taką wyprawę polecam zwłaszcza wieczorami, wówczas wtórował nam będzie piękny zachód słońca, a wzburzone fale morza egejskiego majestatyczne rozbijały się będą na wynurzających się tu i ówdzie przybrzeżnych skałach.

Innym miejscem, które warto zobaczyć są górujące nad miastem ruiny starożytnego akropolu. Położone na wzgórzu Agios Stefanos, na wysokości ponad stu dziesięciu npm wprawi w zachwyt nie tylko entuzjastów historii, ale każdego kto odważy się dość karkołomną wspinaczkę. Najszybszą drogą by udać się na akropol jest wychodząc z hotelu skierować się w lewo, następnie na skrzyżowaniu ponownie w lewo i teraz już do końca prosto pod coraz ostrzej pochyłe wzgórze. dalej »

Amway Oyoun

Tym razem chciałbym opisać wrażenia z mojego kilku dniowego wypoczynku w egipskim Sharm El Sheik w hotelu Amway (niegdyś Amway Oyoun). Hotel znajduje się w dzielnicy Nabqu oddalony jest od lotniska zaledwie dziewięć kilometrów, a podczas tej krótkiej przejażdżki mamy możliwość podziwiania różnorodności opływających w bogactwa hoteli wszelkich światowych marek. Po dotarciu do hotelu docelowego zostajemy dość sprawnie zakwaterowani i możemy zaczynać słodkie wakacje !

Hotel położony jest bezpośrednio przy szerokiej, piaszczystej plaży na której zlokalizowany jest bar, w którym w określonych godzinach serwowane są przekąski i chłodne, całkiem smaczne lokalne piwo. Dodatkową atrakcją plaży przy w Amwayu są choć nieco już zniszczone rafy koralowe w jakie obfituje okoliczny podwodny świat. dalej »

Tropicana Azure Club

Wakacje spędzone w Sharm el Sheikh w miejscowości Nabq uważam za naprawdę udany i przede wszystkim leniwie spędzony urlop. Korzystałem z usług czterogwiazdkowego hotelu Tropicana Azure Club. Jest to nowo wybudowany obiekt, którego otwarcie miało miejsce w marcu 2008 roku. Obiekt podzielony jest na kilkanaście dwupiętrowych budynków z których każda mieści po kilka pokoi. W centrum pomiędzy budynkami umieszczony został pokaźnych rozmiarów basen o nieregularnym kształcie i charakterystyczną wyspą na środku, która połączona jest z „lądem” ładnymi pomostkami. Standard pokoi utrzymuje bardzo wysoki poziom, są przestrzenne i naszpikowane nowoczesnymi rozwiązaniami architektonicznymi. Na wyposażeniu każdego z nich znajdziemy łazienkę, telewizję satelitarną, indywidualnie sterowaną klimatyzację oraz balkon lub w przypadku zakwaterowania na parterze – taras. dalej »

Vime Helya Beach

Hotel Vime Helya Beach położony jest w spokojnej dzielnicy Skanes. Jest to świetny hotel, z profesjonalną i na bardzo wysokim poziomie obsługą hotelową. Pokoje z widokiem na morze. Widać, że odnowione, ale gdzieniegdzie, moim zdaniem, remont był zbyt gruntowny. Na balkonie odchodzi farba z barierek i posadzka się odkleja. Minusem jest na pewno położenie hotelu, w odległości dwóch kroków od lotniska. Słychać niestety startujące samoloty oraz pociągi, które przejeżdżają w bliskiej odległości od obszaru hotelu. Można jednak znieczulić się na te niedogodności i być zadowolonym ze swojego wypoczynku, bo cała reszta może być zaliczana tylko na plus. A mianowicie: kompleks basenów jest bardzo przestronny, tak, ze nawet w szczycie sezonu można bez trudności znaleźć wolny leżak. Baseny są naprawdę wspaniałe! dalej »